WSPOMNIENIA,OPOWIADANIA I LEGENDY,TRADYCJE , ZWYCZAJE I TROCHĘ OZDÓB DO WPISÓW.

Wspomnienia

sobota, 21 czerwca 2008

    W Polsce nazywane są najczęściej Sobótką (od ogni obrzędowych palonych w nocy i zwanych sobótkami), Kupalnocką (prawdopodobnie od imienia pogańskiego bożka Kupały, patrona miłości i urodzaju, lub imienia św. Jan Chrzciciela, na Rusi zwanego Kupałką, bo chrzcił ludzi zanurzając ich - kąpiąc w wodzie, albo od słowa kupat' które na pograniczu polsko - ruskim oznacza kąpiel), a także Nocą Świętojańską (bo patronem tych obchodów Kościół uczynił św. Jana).

     Sobótka świętojańska była niegdyś wielkim świętem powitania lata, odprawianym w porze letniego przesilenia słońca, w najkrótsza w roku noc z 23/24 czerwca i najdłuższy dzień 24 czerwca. W wigilię dnia św. Jana Chrzciciela na wzgórzach i leśnych polanach palono wielkie ogniska - sobótki, a ogień krzesano deskami (jest to archaiczny sposób krzesania iskry przez tarcie drewna o drewno). Ogień bowiem był niezwykle ważnym symbolem obchodów świętojańskich. Wokół ognisk tańczyły biało ubrane dziewczęta, przepasane bylicą, czarodziejskim zielem o niezwykłej mocy i śpiewały pieśni miłosne. Noc świętojańska była bowiem porą zalotów. Do leśnych ognisk przychodzili również chłopcy lub rozpalali swe własne ognie i popisywali się zręcznością skacząc przez płomienie. Czasami skakano przez ogień parami - chłopcy razem z dziewczętami, mocno trzymając się za ręce. Udany skok wróżył im gorącą miłość i wierność aż po grób.



 "Sobótka", rys. Kędzierski; "Tygodnik Ilustrowany" 1884.

     O północy udawano się na poszukiwanie kwiatu paproci, który miał zakwitać w tę właśnie noc. Kwiat ten, według legendy, świecił niezwykłym blaskiem i miał wskazywać drogę do ukrytych w ziemi skarbów, a temu kto go znalazł odsłonić wszystkie mądrości świata, zapewnić wielkie bogactwo i szczęście. Poszukiwania kwiatu paproci odbywały się wśród westchnień, wyznań miłosnych i czułych uścisków.
     Nie tylko kwiat paproci (który przecież istnieje i zakwita tylko w bajkach) ale również inne, rzeczywiste rośliny odgrywały ważną rolę w obchodach świetojańskich.
     Wierzono mocno, że bylica, blisko spokrewniony z nią piołun, dziurawiec (zwany świętojańskim zielem), mięta, ruta, biedrzeniec, czarny bez, gałązki i liście leszczyny, w noc św. Jana nabierają szczególnych, leczniczych a także czarodziejskich mocy. Przede wszystkim bylica (pierwsze i najważniejsze ziele świętojańskie), miała płoszyć czarownice i odpędzać od domów wszelkie zło. Wieszano więc ją na drzwiach domów, obór i stajen, noszono zaszytą w odzieży, wrzucano w świętojańskie ogniska - przeciw czarom i urokom.
     Dla dziewcząt na wydaniu specjalne znaczenie miała roślina zwana nasięźrzałem, rosnąca na leśnych polanach. Pilnie więc szukały jaj za dnia, a o północy biegły na polanę, tam rozbierały się i kąpały w nocnej rosie, chwytając ręką krzaczki nasięźrzału i wypowiadały miłosne zaklęcie:

Nasięźrzele, rwę cię śmiele
pięcią palcy, szóstą dłonią,
niech się chłopcy za mną gonią

     W noc świętojańską szczególnych właściwości nabierać miała woda. Mówiono, że w te noc kwitnie i dopiero od św. Jana można bezpiecznie się kąpać. Wierzono, że zanurzenie się w stawie, strumieniu lub rzece w noc świętojańską, albo skąpanie się w nocnej rosie sprawi, iż ciała ludzi, zwłaszcza młodych, staną się zdrowe, czyste, piękne i powabne, że kąpiel taka zapewni odwzajemnioną miłość, udane małżeństwo, szczęśliwe macierzyństwo. Kąpali się więc lub kładli na rośnej trawie, zarówno chłopcy jak i dziewczęta. Należało jednak zachować przy tym wielka ostrożność, bo duchy wodne mogły zapragnąć ofiary i wciągać ludzi w topiel.
     Najważniejszym jednak obrzędem dziewczęcym, który zachował się do naszych czasów było puszczanie wianków na wodę. Dziewczęta na wydaniu wiły więc wianki - symbol panieństwa - z kwiatów polnych i ogrodowych, z chabrów, maków, rumianków, ruty i różyczek, przywiązywały je do deseczki i z przylepiona do niej świeczką puszczały na bieżącą wodę, bacznie obserwując jak płyną. Niekiedy puszczały na wodę po dwa wianki i jeśli te szybko odpłynęły od brzegu, jeśli płynęły równo z prądem wody, a do tego jeszcze podpłynęły do siebie lub jeżeli wyłowił je miły sercu chłopiec, była to wróżba najlepsza i najbardziej upragniona, oznaczająca wielką miłość, szybkie zamążpójście i długie szczęśliwe życie. Gorzej jednak jeśli wianek zaplątał się w roślinach wodnych, bo to znaczyło, że dziewczyna pozostanie w panieńskim stanie co najmniej przez rok. Najgorszą zaś wróżbą było zgaśnięcie świeczki, wirowanie, przewrócenie się lub zatonięcie wianka. Oznaczało to kłopoty miłosne i życiowe, nieodwzajemnioną miłość, staropanieństwo, samotne wychowywanie nieślubnego dziecka, smutek, zgryzotę, nawet przedwczesną śmierć.
     Czasami prócz pojedynczych, niewielkich dziewczęcych wianków robiono jeszcze jeden bardzo duży wieniec, od całej gromady i puszczano go na wodę na szczęście wszystkich zebranych na brzegu dziewcząt. Zwyczaj ten zachowują jeszcze dziewczęta z różnych regionów Polski, ale obecnie jest on już tylko zabawą, a wróżb z nią związanych nikt już dzisiaj nie traktuje serio.
     W dużych miastach i np. w Warszawie i Krakowie, pod hasłem puszczania wianków na wodę, urządzane są niekiedy imprezy artystyczne nad Wisłą, (a w innych miastach np. nad Odrą). Rzekami płyną wianki i te skromne, małe puszczane przez dziewczyny i wielkie kompozycje z kwiatów fundowane przez bogate firmy. A tradycja zabaw świętojańskich odżywa jeszcze czasem w nowych formach; w wieczornych rejsach statkami, pokazach ogni sztucznych, koncertach, występach zespołów artystycznych, niekiedy inscenizacjach dawnych obrzędów świętojańskich - na imprezach folklorystycznych, zwanych Kupale, albo Kupalnocka (którym zwykle patronują regionalne i ogólnopolskie towarzystwa i ośrodki kultury) oraz festynach urządzanych na nadrzecznych bulwarach. Z nocą świętojańską wiąze się też podanie o kwiecie paproci .

"Polskie Tradycje Świąteczne" - aut. Barbara Ogrodowska

sobota, 24 maja 2008

  Przez kolejne osiem dni po święcie Bożego Ciała, zwane oktawą, trwają obchody głównego święta.
Podczas oktawy Bożego Ciała po Mszy św. wokół kościoła odbywają się procesje z Najświętszym Sakramentem. Jeszcze po wojnie w niektórych regionach Polski kościół obchodzono dwa razy w ciągu dnia: rano i wieczorem. Teraz odbywa się jedna taka procesja.
Ostatniego dnia oktawy, w czwartek, kapłan święci wianki sporządzone z pierwszych kwiatów i ziół leczniczych. Są one symbolem ludzkiej pracy, a jednocześnie utożsamiają dar Boży służący ludziom i wszelkim stworzeniom. Podczas święcenia ziół wznoszone są modlitwy o opiekę nad polami i o dobre zbiory.
Wianki sporządzane są zazwyczaj z rumianku, róż, mięty, rozchodnika, macierzanki, kopytnika, grzmotnika, jaśminu,przystrojone zazwyczaj kilkoma kolorowymi wstążeczkami i kilkoma kwiatami ogrodowymi,najczęściej piwoniami. Zatyka się je później za obrazy świętych, nad oknami i w sieni.U nas wieszało się je zawsze nad drzwiami wejściowymi do domu. Do tej pory przypisuje się wiankom leczniczą moc i działanie ochronne, dawniej natomiast wierzono, że zapobiegają urokom i odpędzają czarownice.
Zarówno poświęcone ziele z wianków jak i brzozowe gałązki wzięte z ołtarzy miały chronić przed burzą, uderzeniami pioruna i pożarów, a także przed gradobiciem i szkodnikami na polach.
Ukruszone ziele z wianków stosowano do sporządzania leczniczych herbat, mikstur domowych oraz do okadzania roślin i zwierząt.Według wierzeń ludowych, właściwości wianków są zbliżone do świeconej gromnicy. Posiadają cudowna moc leczniczą ludzi i zwierzęta, chronią dom od kłótni, swarów i od ognia.

 Na procesjach w Oktawy Bożego Ciała najczęściej śpiewana jest pieśń według słów Franciszka Karpińskiego ku czci Najśw. Serca Pana Jezusa:

Zróbcie mu miejsce, Pan idzie z nieba,
Pod przymiotami ukryty chleba!
    Zagrody nasze widzieć przychodzi
    I jak się Jego dzieciom powodzi.
Otocz Go w koło rzeszo wybrana,
Przed twoim Panem zginaj kolana,
    Pieśń chwały jego śpiewaj z weselem,
    o­n twoim Ojcem, o­n przyjacielem.
Nie dosyć było to dla człowieka,
Że na ołtarzu co dzień go czeka;
    Sam ludu swego odwiedza ściany,
    Bo nawykł bywać między ziemiany.
Uściełajcie Mu kwiatami drogi,
Którędy Pańskie iść będą nogi.
    Okrzyknijcie to na wszystkie strony:
    "Wpośród nas idzie Bóg błogosławiony".
On winy nasze darować lubi
Jego się wsparciem naród ten chlubi.
    W domu i w polu daje nam dary.
    Serc tylko naszych żąda ofiary.   

   

Rysunek Juliana Fałata z 1882 roku,przedstawia kobiety wijące wianki do święcenia.

Na tym blogu również moja nieobecność jest usprawiedliwiona,więc proszę o wyrozumiałość.Jak tylko wrócę to zaraz poodwiedzam znajome blogi.

     

środa, 27 lutego 2008

.....Od wczesnego dzieciństwa marzyłam zawsze o dalekich podróżach.Już jako kilkuletnia dziewczynka udawałam się w podróże w świat basni...Kiedy mama z ciocią chrzestną wyjeżdżały do miasta na zakupy ja jako najstarsza miałam się opiekować swoim młodszym rodzeństwem i trzema kuzynami...Pamiętam że często wtedy ściągaliśmy wiszący na ścianie w pokoju czerwony poniemiecki dywanik i rozkładaliśmy go na podłodze z drewnianych desek.Sadowiliśmy się wszyscy na nim i to był nasz "latający dywan".Lecieliśmy na nim do dalekich krajów a do takich zaliczaliśmy też Francję,bo przecież tam mieszkała nasza ciotka i wujek...Ja byłam zawsze sternikiem tego dywanu i siedziałam z przodu a pozostali za mną.Kazałam się im trzymać mocno kiedy przelatywaliśmy na morzem którego co prawda wtedy nigdy nie widziałam a znałam tylko z opowiadań mamy i z własnej wyobraźni bo wtedy nie było jeszcze tylu ilustrowanych czasopism i bajek dla dzieci...

Kiedy byłam już dorosła też się nie napodróżowałam.Wtedy były inne czasy,nie można było tak sobie wyjechać gdzie się chce.Łatwo można było wyrobić tylko paszport do krajów socjalistycznych takich jak ZSRR,Czechosłowacje,Węgry i NRD i tam właśnie wtedy zakłady pracy organizowały  wycieczki...

Była pierwsza dekada  czerwca ,chyba 1980 roku kiedy załapałam się znowu na wycieczkę do ZSRR,do Sankt Petersburga,który wtedy nazywał się Leningrad...Mówi się też o nim "miasto trojga imion" dlatego że wcześniej był nazywany Piotrogrodem od imienia jego założyciela,cara Piora I. W czasie kiedy tam byliśmy trwały "białe noce",naprawdę cudowne widoki...Teraz wstawię kilka zdjęć a  później opiszę swoje wrażenia z tego pobytu...

Kanał Gribojedowa przecinający miasto,widok nocą...

Pałac Jekateryński w Carskim Siole....

Przepiękny park i staw obok tego pałacu...

No i jeszcze krążownik Aurora,na jego pokładzie też byliśmy.Zdjęcia pochodzą z internetu.Co prawda,to mam przepiękny album ze zdjęciami Petersburga który sobie przywiozłam z tej wycieczki ale nie potrafię ich załadować do komputera.A szkoda,bo są  naprawdę przepiękne ....

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8






...




<

br>




free counters

...